-Zayn...proszę zostań...-powiedziałam prawie niesłyszalnie. On jednak to usłyszał. Odwrócił się i na jego twarzy pojawił się mały uśmiech.
-Nie jesteś na mnie zła?-zapytał najwidoczniej zdziwiony. Pokiwałam głową na "NIE". Jeszcze bardziej się uśmiechnął. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam się w niego. Było od niego czuć Playboya- New York. Awww....jak on bosko pachnie.
-Proszę wybacz mi-powiedziałam wprost do jego ucha
-I ty mi wybacz-wyszeptał w moje włosy.
-Wybaczam ci-powiedziałam a on mnie mocniej przytulił.
-Ja też ci wybaczam choć i tak nic się nie stało-oznajmił.
-Nie zaczynaj z tym, że niby dopiero się uczę-odsunęłam się i pogroziłam mu palcem. Zobaczyłam, że nie mam rękawiczek. Szybko się odsunęłam od Zayn'a.
-Co się stało?-zapytał najwidoczniej zdezorientowany
-Nie mam rękawiczek-powiedziałam i założyłam tak by mi nie było widać dłoni.
-Jade spokojnie nic się nie stanie. Musisz opanować strach-powiedział zbliżając się powoli. Ja nie miałam gdzie uciec.
-Zayn proszę nie chcę ci zrobić krzywdy-powiedziałam. On i tak się zbliżał. Nie miałam wyjścia. Zamroziłam mu nogi. Szybko uciekłam. Pobiegłam na dół. Wbiegłam do pierwszych lepszych drzwi. Było ciemno. Kurde szkoda, ze nie mam latarki. Zaraz. Mam przecież moc ognia. Wzięłam rękę wystawiłam i nagle ona mi zapłonęła. Dobra to chyba jakaś biblioteka. Nagle zobaczyłam na środku jakiś stojak z książką. Podeszłam bliżej i przeczytałam napis na okładce książki. "Let It Go". Hmmm... Otworzyłam ją. Zobaczyłam jakąś dziewczynę z rękoma w górze. Z jej rąk wydostawała się czerwono-niebieska smuga. Czyżby miała moc? Jeśli tak to jaką? Przewróciłam kartę. Zobaczyłam duży napis u góry kartki. Było napisane "WYBRANA". W tym samym momencie usłyszałam jak drzwi się otwierają.Zgasiłam ogień i szybko pobiegłam byle gdzie. Przymrużyłam oczy i zobaczyłam regał schowałam się za nim. Zobaczyłam ogień. Zayn. Jeszcze bardziej się schowałam. Kurde zostawiłam otwartą książkę. Modliłam się by nie wiedział, że była zamknięta. Wyjrzałam powoli. Dobra wyszedł. Całe szczęście. Podeszłam do książki. Zapaliłam ogień. Chciałam przeczytać ale ktoś mi zgasił ogień. Przestraszyłam się.
-Kto tu jest?!-krzyknęłam. Zobaczyłam ogień. Zayn...
-Powiedziałem byś tu nie wchodził-powiedział stanowczo.
-To nie jest o tobie! Myślisz, ze jak masz rzadką moc to musi być książka o tobie?!-to co wykrzyczał trochę mnie zabolało. Ja to zrozumiałam, że ja dla niego jestem nikim. Aułć....Rzuciłam w niego kulą z ognia. Złapał ją.
-Dla mnie jesteś nikim!-wydarłam się i zamroziłam go aż po sam pas. Wzięłam książkę i wybiegłam z pokoju. Pobiegłam do swojego. Zamroziłam drzwi i okna. Nikt nie wejdzie do mojego pokoju. Zaczęłam czytać książkę.....
~*~
Minął już tydzień. Cały czas byłam zamknięta w pokoju. Sądzę, że opanowałam już moc. Ale to musi ocenić ta cała Perrie. Założyłam mój kombinezon. Rękawiczek nie potrzebowałam. Włosy miałam rozpuszczone. Odmroziłam drzwi. Wyszłam. Na schodach spotkałam Liam'a.
-O Jade martwiliśmy się o ciebie-powiedział opiekuńczo.
-Wracam za niedługo-powiedziałam i poklepałam Liam'a po ramieniu.
-Gdzie masz rękawiczki?-zapytał
-Nie są mi już potrzebne-powiedziałam i poszłam na dół. Wyszłam i poszłam w stronę miejsca gdzie się znajduje Perrie. Do jakiejś willi. Doszłam do niej po jakiś 20 minutach. Otworzyłam drzwi.....
~ZAYN~
Jade wyszła jakoś dwie godziny. Przecież ona nigdy tak długo ie jest na dworze. Zszedłem do chłopaków, którzy siedzieli w salonie na kanapie.
-Chłopaki coś jest Jade-powiedziałem
-A skąd ta myśl?-zapytał Liam.
-Stąd, ze nie ma jej dwie godziny ona nigdy tak długo nie jest.-powiedziałem. Oni dalej się wpatrywali w telewizor. Zaraz, zaraz... O nie!
-Chłopaki ona poszła TAM!-krzyknąłem. Oni momentalnie wstali i pobiegli do swoich pokoi. Ja też. Poszliśmy się przebrać. Najgorsze jest to, że Liam nie może zatrzymać czasu. Szybko wybiegliśmy z domu. Zaczęliśmy biec w stronę miejsca gdzie znajduje się Jade. Boję się, że może już być za późno. W końcu dobiegliśmy do tego miejsca. Wbiegliśmy do pomieszczenia. Usłyszeliśmy krzyki. Pobiegliśmy. Wbiegliśmy do sali. Zobaczyliśmy coś czego się nie spodziewaliśmy się. Jade stała na środku sali i ręce miała rozłożone. Spojrzeliśmy na bok. Lodem przygniatała Jessy i Leigh do ściany a drugą ręką robiło to samo tylko, że Perrie.
-Jade uspokój się!-krzyknąłem. Ona się odwróciła.
-Zostaw je!-teraz odezwał się Liam
-Nie! Same tego chciały!-krzyknęła i mocniej docisnęła lód. Dziewczyny krzyknęły.
-Jade nie bądź jak one!-wykrzyczałem. Ona momentalnie spuściła ręce. Podbiegłem do niej i ją przytuliłem ona się we mnie wtuliła. Była cała lodowata. Dziewczyny po chwili stanęły na przeciwko nas.
-Więc tak najpierw dziękujemy chłopaki i po drugie Jade zdałaś egzamin-powiedziała Jessy. Kamień mi z serca spadł. Odetchnąłem z ulgą. Dałem Jade buziaka w czubek głowy.
-Dziewczyny przepraszam za to ale emocje mną.
-To przeze kierowały-powiedziała Jade patrząc na nie. One tylko się pocieszycielsko uśmiechnęły. WOW to one umieją być miłe. WOW. Potem zaczęliśmy kierować się w stronę wyjścia. Wyszliśmy i ruszyliśmy w stronę domu.
-Chłopaki przepraszam....-mała się zatrzymała
-Za co-zdziwił się Harry ale to chyba nie tylko on
-Za to co zrobiłam tam....chciałam się odegrać za rodziców...-spuściła głowę my ją za to przytuliliśmy. Było nam jej szkoda
-Wiemy Jade....wiemy-oznajmiłem dając jej buziaka w czubek głowy. Zobaczyłem, że nie ma rękawiczki.
-Jade gdzie masz rękawiczki?-zapytałem spokojnie
-Nie potrzebuje ich...za to potrzebuje was.....

