niedziela, 26 października 2014

Rozdział 11 "Dla mnie jesteś nikim!"

Jest on boski i zaiście całuje.........  Po chwili się ode mnie odsunął i spojrzał mi  w oczy. Widziałam w nich zakłopotanie. Spuścił wzrok. Wstał i kierował się do wyjścia.
-Zayn...proszę zostań...-powiedziałam prawie niesłyszalnie. On jednak to usłyszał. Odwrócił się i na jego twarzy pojawił się mały uśmiech.
-Nie jesteś na mnie zła?-zapytał najwidoczniej zdziwiony. Pokiwałam głową na "NIE". Jeszcze bardziej się uśmiechnął. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam się w niego. Było od niego czuć Playboya- New York. Awww....jak on bosko pachnie.
-Proszę wybacz mi-powiedziałam wprost do jego ucha
-I ty mi wybacz-wyszeptał w moje włosy. 
-Wybaczam ci-powiedziałam a on mnie mocniej przytulił.
-Ja też ci wybaczam choć i tak nic się nie stało-oznajmił. 
-Nie zaczynaj z tym, że niby dopiero się uczę-odsunęłam się i pogroziłam mu palcem. Zobaczyłam, że nie mam rękawiczek.   Szybko się odsunęłam od Zayn'a.
-Co się stało?-zapytał najwidoczniej zdezorientowany 
-Nie mam rękawiczek-powiedziałam i założyłam tak by mi nie było widać dłoni.
-Jade spokojnie nic się nie stanie. Musisz opanować strach-powiedział zbliżając się powoli. Ja nie miałam gdzie uciec. 
-Zayn proszę nie chcę ci zrobić krzywdy-powiedziałam. On i tak się zbliżał. Nie miałam wyjścia. Zamroziłam mu nogi. Szybko uciekłam. Pobiegłam na dół. Wbiegłam do pierwszych lepszych drzwi. Było ciemno. Kurde szkoda, ze nie mam latarki. Zaraz. Mam przecież moc ognia. Wzięłam rękę wystawiłam i nagle ona mi zapłonęła. Dobra to chyba jakaś biblioteka. Nagle zobaczyłam na środku jakiś stojak z książką. Podeszłam bliżej i przeczytałam napis na okładce książki. "Let It Go". Hmmm... Otworzyłam ją. Zobaczyłam jakąś dziewczynę z rękoma w górze. Z jej rąk wydostawała się czerwono-niebieska smuga. Czyżby miała moc? Jeśli tak to jaką? Przewróciłam kartę. Zobaczyłam duży napis u góry kartki. Było napisane "WYBRANA". W tym samym momencie usłyszałam jak drzwi się otwierają.Zgasiłam ogień i szybko pobiegłam byle gdzie. Przymrużyłam oczy i zobaczyłam regał schowałam się za nim. Zobaczyłam ogień. Zayn. Jeszcze bardziej się schowałam. Kurde zostawiłam otwartą książkę. Modliłam się by nie wiedział, że była zamknięta. Wyjrzałam powoli. Dobra wyszedł. Całe szczęście. Podeszłam do książki. Zapaliłam ogień. Chciałam przeczytać ale ktoś mi zgasił ogień. Przestraszyłam się. 
-Kto tu jest?!-krzyknęłam. Zobaczyłam ogień. Zayn...
-Powiedziałem byś tu nie wchodził-powiedział stanowczo.
-To nie jest o tobie! Myślisz, ze jak masz rzadką moc to musi być książka o tobie?!-to co wykrzyczał trochę mnie zabolało. Ja to zrozumiałam, że ja dla niego jestem nikim. Aułć....Rzuciłam w niego kulą z ognia. Złapał ją. 
-Dla mnie jesteś nikim!-wydarłam się i zamroziłam go aż po sam pas. Wzięłam książkę i wybiegłam z pokoju. Pobiegłam do swojego. Zamroziłam drzwi i okna. Nikt nie wejdzie do mojego pokoju. Zaczęłam czytać książkę.....

                                                 ~*~

Minął już tydzień. Cały czas byłam zamknięta w pokoju. Sądzę, że opanowałam już moc. Ale to musi ocenić ta cała Perrie. Założyłam mój kombinezon. Rękawiczek nie potrzebowałam. Włosy miałam rozpuszczone. Odmroziłam drzwi. Wyszłam. Na schodach spotkałam Liam'a.
-O Jade martwiliśmy się o ciebie-powiedział opiekuńczo.
-Wracam za niedługo-powiedziałam i poklepałam Liam'a po ramieniu.
-Gdzie masz rękawiczki?-zapytał
-Nie są mi już potrzebne-powiedziałam i poszłam na dół. Wyszłam i poszłam w stronę miejsca gdzie się znajduje Perrie. Do jakiejś willi. Doszłam do niej po jakiś 20 minutach. Otworzyłam drzwi..... 





~ZAYN~
Jade wyszła jakoś dwie godziny. Przecież ona nigdy tak długo ie jest na dworze. Zszedłem do chłopaków, którzy siedzieli w salonie na kanapie.
-Chłopaki coś jest Jade-powiedziałem
-A skąd ta myśl?-zapytał Liam.
-Stąd, ze nie ma jej dwie godziny ona nigdy tak długo nie jest.-powiedziałem. Oni dalej się wpatrywali w telewizor. Zaraz, zaraz... O nie!
-Chłopaki ona poszła TAM!-krzyknąłem. Oni momentalnie wstali i pobiegli do swoich pokoi. Ja też. Poszliśmy się przebrać. Najgorsze jest to, że Liam nie może zatrzymać czasu. Szybko wybiegliśmy z domu. Zaczęliśmy biec w stronę miejsca gdzie znajduje się Jade. Boję się, że może już być za późno. W końcu dobiegliśmy do tego miejsca. Wbiegliśmy do pomieszczenia. Usłyszeliśmy krzyki. Pobiegliśmy. Wbiegliśmy do sali. Zobaczyliśmy coś czego się nie spodziewaliśmy się. Jade stała na środku sali i ręce miała rozłożone. Spojrzeliśmy na bok. Lodem przygniatała Jessy i Leigh do ściany a drugą ręką robiło to samo tylko, że Perrie.
-Jade uspokój się!-krzyknąłem. Ona się odwróciła.
-Zostaw je!-teraz odezwał się Liam
-Nie! Same tego chciały!-krzyknęła i mocniej docisnęła lód. Dziewczyny krzyknęły.
-Jade nie bądź jak one!-wykrzyczałem. Ona momentalnie spuściła ręce. Podbiegłem do niej i ją przytuliłem ona się we mnie wtuliła. Była cała lodowata. Dziewczyny po chwili stanęły na przeciwko nas. 
-Więc tak najpierw dziękujemy chłopaki i po drugie Jade zdałaś egzamin-powiedziała Jessy. Kamień mi z serca spadł. Odetchnąłem z ulgą. Dałem Jade buziaka w czubek głowy. 
-Dziewczyny przepraszam za to ale emocje mną. 
-To przeze kierowały-powiedziała Jade patrząc na nie. One tylko się pocieszycielsko uśmiechnęły. WOW to one umieją być miłe. WOW. Potem zaczęliśmy kierować się w stronę wyjścia. Wyszliśmy i ruszyliśmy w stronę domu.  
-Chłopaki przepraszam....-mała się zatrzymała
-Za co-zdziwił się Harry ale to chyba nie tylko on
-Za to co zrobiłam tam....chciałam się odegrać za rodziców...-spuściła głowę my ją za to przytuliliśmy. Było nam jej szkoda
-Wiemy Jade....wiemy-oznajmiłem dając jej buziaka w czubek głowy. Zobaczyłem, że nie ma rękawiczki.
-Jade gdzie masz rękawiczki?-zapytałem spokojnie
-Nie potrzebuje ich...za to potrzebuje was.....

poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział 10 "Przecież mogłam cię zabić!!!"


Obydwoje stanęliśmy na równe nogi... zbiegliśmy na dół. Zobaczyłem tą całą Perrie. Momentalnie ręce złożyłam w pieści. Teraz jakoś mi się nie chciało spać. Byłam pewna siebie. Nie miałam zamiaru pozwolić na to by jakieś idiotki znęcały się nade mną albo nad chłopakami.

-Po co wy tutaj?-zapytałam trochę zła. Louis mnie złapał za ramie i nagle poczułam spokój w sobie.
-Nie tym tonem maleńka-oznajmiła murzynka. Ugh!... Co za z nich! Ugh!...
-Więc mówcie czego chcecie-odezwał się Harry
-Chcemy sprawdzić jak wam idzie-oznajmiła ta niższa.
-Nie widać?-zapytałam z pogardą. Ta cała Perrie podeszła do mnie bliżej.
-Nie pyskuj nam młoda-pokazała na mnie palcem
-Po pierwsze mam na imię Jade,a po drugie palcem się nie pokazuje-uśmiechnęłam się zwycięsko. Widziałam w jej oczach wściekłość. Spojrzała na mnie złowrogo i się tak patrzyła. 
-Czemu się nic nie dzieje?-zapytała wkurzona Perrie
-A co ma się dziać?-zapytałam zdziwiona 
-Powinnaś być sparaliżowana!-krzyknęła. Zaczęły mnie te dziewczyny oglądać z każdej strony.
-To ona jest wybranką-powiedziała dziewczyna z ciemną karnacją. I znów to słowo "WYBRANKA". Boże jestem zwykła dziewczyną. Co to moja wina, ze mam niespotykaną moc? No chyba raczej nie. Ja nie chciałam mieć mocy to ktoś mnie wybrał,a nie ja. Bóg mi świadkiem, że jeśli ktoś jeszcze raz powie słowo "WYBRANKA" to mu lód wbije tą twarz i zacznę się diabelnie  śmiać. Wiem trochę słabe ale nie umiem jeszcze perfekcyjnie mocy. 
-Fajnie cieszę się z tego, że jestem wybranką a teraz proszę was żebyście wyszły bo chcę się uczyć-powiedziałam z sarkazmem i ze złością w jednym. 
-O właśnie jeśli mowa o uczeniu.Mamy nadzieje, że ty chociaż nauczysz się lepiej niż twoi rodzice-zaśmiała się Perrie.
-Nie mów nic o moich rodzicach-wysyczałam przez zęby. Niall mnie złapał za ręce.
-Co wstydzisz się swoich rodziców-tym zaśmiała się ta z ciemniejszą karnacją. Nie wytrzymałam i chciałam się na nie rzucić ale mnie Niall trzymał. Z trudem się wydostałam z uścisku ale poniosłam tego konsekwencje zdjęłam sobie rękawiczki. Choć nie to nie były konsekwencje.
-Powiedziałam byś nie mówiła o moich rodzicach!-krzyknęłam i machnęłam ręką i wyczarowałam tak, że one w czwórkę były przymrożone do ściany. Śmiałam się z tego.
-Jade!-skarcił mnie Liam.
-No co?-zapytałam śmiejąc się. Zayn roztopił lód, a one zniknęły. Potem jeszcze mnie chłopaki pouczali, że nie powinnam tak robić. Niall oddał mi rękawiczki. Założyłam je i postanowiłam wyjść na dwór. Ruszyłam w stronę parku. Zima jest cudowną porą roku. Przynajmniej ja ją lubię. Gdy doszłam do parku usiadłam na jednej z ławek. Patrzałam na ludzi, którzy pędzą do pracy. Jak to dobrze, ze ja nie chodzę do pracy. Nagle przede mną zauważyłam jakąś osobę. Zayn...No nie i co jeszcze? 
-Czego pytam się grzecznie-oznajmiłam stanowczo.
-Grzecznie?-zapytał
-Gadaj bo nie mam czasu-powiedziałam zakładając ręce na wysokości piersi i patrząc w bok.
-Chcę cię przeprosić-powiedział z zawahaniem.
-Nie chcę o tym słyszeć-szybko wstałam i ruszyłam przed siebie. Nagle poczułam na nadgarstkach dotyk. A co jeśli ja się teraz wyrwę i on mi zdejmie rękawiczki i przez przypadek wyczaruję coś i ludzie to zobaczą? Boję się teraz. Próbowałam się delikatnie wydostać. 
-Puść mnie proszę-powiedziałam. On nadal mnie trzymał. 
-To daj mi to wszystko wyjaśnić-nalegał
-Puść mnie w tej chwili!-krzyknęłam. Śnieg zaczął mocniej padać. Ludzie zatrzymali się i patrzyli się na nas. Wyrwałam się i tak jak myślałam zdjął mi rękawiczki. Schowałam je za plecy i zaczęłam się cofać. Zayn się do mnie zbliżał. Nagle na coś wpadłam. Drzewo. Kto normalny stawia drzewo na środku chodnika? Dotknęłam ręką drzewa, a ono zamarzło. Przestraszyłam się. Poruszyłam nogą i na ziemi powstał lód. Poślizgnęłam się bo straciłam równowagę. Z mojej dłoni wyleciał lód. Spojrzałam w jaką stronę leci. W Zayn'a.
-Zayn!-krzyknęłam i wyciągnęłam drugą rękę w stronę Zayn'a. Teraz wyleciał ogień. Boże!. Ogień roztopił lód, a Malik zatrzymał ogień. Łzy miałam w oczach. ludzie się na mnie dziwnie patrzyli. Szybko wstałam i uciekłam. Biegłam byle gdzie.  Nagle wbiegłam do lasu. Ręce miałam przy sobie. Przyciskałam je do klatki piersiowej. Bałam się jak nigdy w życiu. O  mało co bym nie zabiła Malik'a. Muszę gdzieś uciec. Zauważyłam przełamane drzewo. Była to choinka pokryta śniegiem. Zamroziłam lód i z tyłu wyczarowałam ścianę lodową. Z przodu zrobiłam małe drzwi. Weszłam do środka. Zamknęłam drzwi i je zamroziłam by ich nikt nie otworzył. Bałam się. Skuliłam się i zaczęłam płakać. Czemu ja muszę mieć taką moc? Nie mogłam mieć moc słońca albo coś w tym stylu? Nie no po  co? Nagle usłyszałam głosy. 
-Jade proszę wyjdź chcę ci pomóc!-usłyszałam wołanie Harr'ego. Wyjść czy nie. Zauważyłam,że ktoś staje przy moim małym "Domku". Tylną ścianę pokruszyłam i wybiegłam. Biegłam jak najdalej. Nagle przede mną wyrosła ziemia. Uderzyłam w nią i upadłam. Uderzyłam się o drzewo i urwał mi się film....
        Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam, że leżę w swoim pokoju. Powoli usiadłam. Głowa mnie boli jak nigdy dotąd. 
-Uderzyłaś w drzewo-usłyszałam głos Zayn'a. Odwróciłam się w stronę drzwi. Opierał się o nie Mulat.
-Zayn...przepraszam...spanikowałam i tak wyszło....-zaczęłam. Spuściłam głowę. 
-Oj nie przejmuj się. Uczysz się dopiero-nie widziałam go ale domyśliłam się, że machnął ręką. 
-Zayn ale...-nie dokończyłam bo mi przerwał
-Nic się nie stało-podszedł do mnie. Ja się na niego spojrzałam
-Przecież mogłam cię zabić!!!-krzyknęłam. Nagle poczułam jak Zayn obejmuje moją twarz. 

-Jade...Ty się uczysz i każdemu to się mogło zdarzyć. W sumie to ja też cię prawie zabiłem co  w tedy stanęłam w obronie Liam'a-oznajmił
-No ale...-nie dane mi było dokończyć bo mnie pocałował. Nie opierałam się. On swoim językiem zaczął "pukać"  do "drzwi" stworzonych z moich warg. Rozchyliłam je delikatnie,a jego język wszedł do środka i zaczął szukać mojego. Gdy go odnalazł zaczął z nim toczyć zawziętą walkę o dominacje. W moim brzuchu czułam miliony motyli. Boże czy ja się zakochałam? Wiem jedno. Jest on boski i zaiście całuje.........